Olympiakos Pireus pokonał Jagiellonię. Białostoczanie bez żadnego strzału w drugiej połowie


Jagiellonia Białystok w pierwszej połowie pokazała grację w ofensywie, ale w drugiej nie była w stanie już dojść do głosu. Olympiakos rozprawił się z polskim zespołem

16 września 2026 Olympiakos Pireus pokonał Jagiellonię. Białostoczanie bez żadnego strzału w drugiej połowie
Łukasz Laskowski / PressFocus

Było blisko. Bo, nie oszukujmy się, remis na Stadionie im. Jeorjosa Karaiskakisa byłby wynikiem dobrym. Zabrakło jednak kilku minut. Choć zaczęło się dobrze, Jagiellonia Białystok do domu wraca na tarczy. Olympiakos Pireus pokonał „Dumę Podlasia” 2:1.


Udostępnij na Udostępnij na

Jagiellonia Białystok niezła, ale tylko w pierwszej części

W pierwszej części spotkania Jagiellonia Białystok prezentowała jeszcze grację pod bramką rywala, była w stanie wyprowadzić składny kontratak. Zaowocowało to golem Kajetana Szmyta, który przyjął bardzo ładne podanie od Nika Prelca i ustawił wynik meczu. Asystujący przy bramce Prelec w pierwszej części spotkania miał jeszcze jedną, dogodną okazję po podobnej akcji, ale uderzył w słupek. Kto wie, może gdyby na zegarze przy nazwie Jagiellonia Białystok pojawiła się dwójka, mecz wyglądałby inaczej, Olympiakos byłby bardziej zdesperowany.

Grecy jednak byli cierpliwi. Na początku głównie wywierali presję. Po wywalczeniu piłki na połowie rywala próby strzału były jednak bardzo niechlujne, co mogło nieco uspokoić kibiców „Dumy Podlasia”. Problematyczną kwestią było zachowanie w polu karnym po rzutach rożnych. Po każdym z nich Olympiakos co najmniej zagrażał bramce Sławomira Abramowicza, a w 43. minucie meczu udało się wyrównać. Gola strzelił Arando Gonzalez. Remis nie brzmiał jednak tak źle.

Głęboka defensywa w drugiej połowie

Jagiellonia Białystok niekoniecznie wyrywała się do walki o zwycięstwo. Może i chęć była, ale Olympiakos Pireus zabrał Jagielloni Białystok piłkę – przyzwolenie na zabawę Białostoczanie mieli przez raptem 45 minut meczu. Druga część to koncert gospodarzy, zdecydowana przewaga jakościowa, zepchnięcie Jagiellonii do obrony. Defensywa w drugiej połowie wyglądała nieco lepiej, ale miała ograniczone pole działania. Żółte kartki kolejno otrzymywali Norbert Wojtuszek, Guilherme Montoia i Bernardo Vital. Jedynym świętym był Apostolos Konstantopoulos, ale ewidentnie nie radził sobie z pressingiem rywala. Jak w pierwszej części spotkania, w defensywie Jagiellonii Białystok było stanowczo zbyt wiele niczym nieuzasadnionej frywolności, tak w drugiej obrońcy „Jagi” musieli zagrać ostrożniej i zwiększyć skuteczność w działaniach defensywnych – zwłaszcza pod wpływem rozpędzonej ofensywy gospodarzy.

Jakoś się to udawało, ale wytrzymanie takiego naporu do końcowego gwizdka było zadaniem z kategorii trudnych. W 84. minucie nie zadbano o to, by zabrać przestrzeń Romanowi Yaremchukowi. Ukrainiec jako piłkarz z najwyższej półki taki prezent przyjął z dobrodziejstwem inwentarza, a Olympiakos wyszedł na prowadzenie.

Jagiellonia Białystok za mało odważna, by ugrać choćby punkt

Trudno było uwierzyć w remis. To, że została końcówka meczu, a piłkarze Jagiellonii Białystok oddychali rękawami to jeszcze pół biedy – przez całą drugą połowę podopieczni Adriana Siemieńca nie wyglądali na szczególnie zainteresowanych powrotem na prowadzenie. Zabrakło odwagi, by wyjść do przodu, może trochę fantazji. Machnięcie ręką, stwierdzenie „jakoś to będzie” mając do rozegrania jeszcze jedną połowę przy remisie, nie brzmiało na najbardziej rozsądny pomysł w dziejach futbolu. Jagiellonia Białystok nie miała prawa ugrać czegokolwiek z Olympiakosem Pireus, nie oddając ani jednego strzału w drugiej części meczu. Może byłoby to możliwe mając po swojej drodze szczęście, ale to, mimo wszystko, zazwyczaj sprzyja lepszym. Lepsi byli Grecy i bez zaskoczenia pokonali Jagiellonię Białystok. Następny mecz w Lidze Europy Białostoczanie rozegrają 15 września. Tym razem, w roli faworytów, bowiem do Białegostoku przyjedzie Ararat-Armenia.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze